Tadeusz Błażusiak, zawodnik fabryczny KTM, wygrał jedne z najtrudniejszych zawodów extreme enduro w Europie - Hell's Gate - rozegrane w toskańskim kurorcie Il Ciocco we Włoszech.
W zeszłym roku Taddu również triumfował w Hell's Gate - wygrał nie tylko z rywalami, ale i z oczekiwaniami organizatorów, przejeżdżając trasę w dużo krótszym niż zakładanym przez twórcę trasy czasie. Dlatego w tym roku zawody utrudniono jednocześnie przedłużając trasę.
Zawody składały się z dwóch etapów - pierwszy, przedpołudniowy to 5-godzinny rajd enduro, składający się z 4 pętli. Jego wyniki decydowały o kolejności startu do drugiego, najważniejszego etapu - popołudniowego, który trwał aż do wieczora. Ta część zawodów to typowe enduro extreme (4 okrążenia przejeżdżane w czasie ok. 1 godziny), rozgrywane w trudnym i niebezpiecznym terenie. Na starcie zjawiła się światowa czołówka enduro, a także dwaj brytyjscy zawodnicy znani Błażusiakowi z trialu - 7-krotny mistrz świata Dougiem Lampkin oraz Graham Jarvis.
Taddy rozpoczął jak zwykle od mocnego uderzenia - wygrał przedpołudniową część, wykręcając ponadto najlepszy czas jednego okrążenia (o 21 s lepszy od drugiego w tej klasyfikacji Bartka Obłuckiego). Drugi na mecie był Włoch Botturi (KTM), a trzeci drugi z Polaków - Bartek Obłucki (Husqvarna).
Finałowa część to bardzo szybka jazda Tadeusza, który od startu objął prowadzenie. Za plecami Polaka znów czaił się Botturi, który do drugiego okrążenia nadążał za Błażusiakiem. Taddy przyspieszył jednak tak bardzo na trzecim kółku, że zostawił Włocha daleko z tyłu. Na mecie Botturi stracił do Błażusiaka 8 minut. Do mety z 30 finalistów, którzy awansowali do drugiej części zawodników, dojechało tylko 7.
Wyniki Hell's Gate 2009:
1. Błażusiak (KTM)
2. Botturi (KTM) + 8 min
3. Lampkin (Beta) +12 min
- To były piekielnie trudne zawody - powiedział Tadeusz Błażusiak. - Tegoroczna trasa była o wiele bardziej wymagająca niż to, z czym spotkałem się w zeszłym sezonie. Panowały też zdradliwe warunki - częściowo trasę pokrywał lód, to znowu wjeżdżało się w błoto lub przejeżdżało przez śliskie kamienie i korzenie. Cały czas trzeba było być czujnym, drobny błąd mógł skończyć się upadkiem i odpadnięciem z zawodów. W sumie na motocyklu spędziłem 10 godzin non-stop, ostatnie okrążenie pokonywaliśmy już po zapadnięciu zmroku. Jestem potwornie zmęczony i chyba cały następny dzień będę spał, by wypocząć po wysiłku.
Skórcona video relacja, zobacz film z Hell's gate 2009